Kategorie
Moje stado

Furu – szczeniak z własnymi demonami

Chłodny listopadowy poranek 2013 roku, wchodzę na posesję firmy w której pracuję, mijam kubły na śmieci i nagle zostaje wściekle oszczekana przez małego, burego szczeniaka chowającego się między pojemnikami.

Jak na około 6-ścio miesięczną kluskę (przybliżona ocena wieku przez weterynarza) był bardzo poważny w tym szczekaniu – zauważyłam, że jest naprawdę zezłoszczony. Oczywiście nie przeszkodziło mi to w natychmiastowym porwaniu go na ręce. Był spacer po sąsiadach, były ogłoszenia na słupach – odzewu brak.

I tak oto niespodziewanie powiększyło mi się stado (około 12-nastoletni Pikuś i około półroczny Furu).

Właściwie, to już po dwóch dniach miałam pewne wyobrażenie tego co mogło mu się przytrafić i dlaczego ktoś wepchnął go na posesję, a po tygodniu miałam już dość wyraźny obraz.

Poza typowymi szczeniakowymi zachowaniami Furu prezentował swój silny charakter, reaktywność oraz zachowania które zostały już mu wzmocnione przez ludzi z którymi prędzej przebywał a które zdecydowanie wymagały naprawy/korekty/zablokowania:

  • szczekanie i rzucanie się w stronę dzieci które np. biegły, krzyczały, skradały się czy po prostu zbliżały się w jego stronę;
  • szczekanie, warczenie na niskich, krępych mężczyzn;
  • ucieczka przy próbie ubrania szelek i zamrożenie przy zapinaniu smyczy – widać było, że jest to dla niego duży stres ale z drugiej strony wiedział, że smycz=spacer;
  • bardzo ustawiał Pikusia a na moje próby stawiania granic i wsparcie seniora reagował złością;
  • próby ustawiania mnie;
  • ciągła potrzeba zagarniania we władanie i kontrola (rzeczy, miejsc, osób);

Wyobraź sobie sytuację kiedy chcesz się położyć do spania (w tamtym czasie spałam sobie na materacu na ziemi) a tu mały ale bardzo wściekły i bardzo zawzięty szczeniak daje Ci wyraźnie do zrozumienia, że to jest już jego legowisko. No i z jednej strony uśmiechasz się pobłażliwie, bo sytuacja jest dość zabawna i groteskowa, ale przy próbie zepchnięcia go z łóżka zostajesz pogryziona przez szczeniora, który jest bardzo poważny w tym co robi i bardzo zezłoszczony.

Zarządzanie przestrzenią – Położyć się wyżej by nie dosięgał?

Konsekwencja w stawianiu granicy – Zrzucanie go za każdym razem gdy spróbuje wejść?

Nie twierdzę, że są to rozwiązania które nie zadziałają, wręcz przeciwnie, u większości psiaków przyniosą pożądany efekt, a próba zastosowania mocniejszych metod mogłaby przynieść więcej szkody niż pożytku….ale nie u Furka.

Ja czułam i byłam przekonana, że w tym przypadku to nie wystarczy, wiedziałam, że muszę się jakoś skonfrontować z tym gówniakiem, by zrozumiał, na poziomie instynktu, że no jednak ja tu „wiem lepiej”.

Teoria dominacji!!! – aż się ciśnie na usta. Prawda? A przecież dopiero co biłam się w pierś, że nie ja, że nigdy więcej (wpis o Pikusiu).

Nie o to tu chodziło, ale o chęć dotarcia do psa którego miałam przed sobą, zakomunikowaniu mu tak by zrozumiał i postawieniu granic by mógł się odnaleźć w nowej sytuacji, w nowym miejscu.

Nie było momentu w którym bym żałowała zaproszenia, pod koniec tego pierwszego wspólnego tygodnia, trenera z Nowego Dworu na konsultację domową. Zostałam utwierdzona, że na miękko i delikatnie to nie w tym momencie i nie z tym psem. Tego samego dnia wieczorem ustanowiłam granicę – szybko, zdecydowanie, sprawnie i po psiemu.

I to była magia, magia komunikacji – Furu zrozumiał co chciałam mu przekazać, ponieważ, w końcu wiadomość była w jego języku, nie była ani „za głośna” co mogłoby wywołać w nim lęk ani „za cicha” co sprawiłoby, że przekaz po prostu by nie dotarł.

Tak naprawdę w ROZSĄDNYM i ADEKWATNYM do sytuacji stawianiu granic, które może się kojarzyć z „ja tu rządzę” chodzi wg mnie tak naprawdę o „zaufaj mi, wiem co robię”. Zastanawiacie się: ale jak to?

Ja w pierwszej kolejności musiałam przekonać Furka, że mam w sobie siłę, charakter i potrafię go zatrzymać – w sumie logiczne – dlaczego miałby się słuchać kogoś kto w jego rozumieniu jest słabszy.

Pies jest zwierzęciem stadnym a hierarchia jest jego nieodzownym elementem. Furu miał w końcu „punkt zaczepienia”, wiedział gdzie jest jego miejsce a sam ten fakt zdejmuje z psa presję.

To nie jest jednorazowa akcja, psy a zwłaszcza te młode będą sprawdzać na ile mogą sobie pozwolić i to jest okej – tak się uczą, a jak coś im będzie sprawiało przyjemność a my będziemy im tego bronić to będą upewniać się pierdylion razy czy aby na pewno nie mogą – nie robią tego ze złośliwości …można powiedzieć, że sprawdzają naszą konsekwencję 😉 – tak to u psiaków działa.

Patrząc z perspektywy czasu dzięki ustaleniu granic, a następnie wytrwałemu „bronieniu ich” oraz ze strony Furka „szanowanie” ich i nie przekraczanie ich ufamy sobie nawzajem, co pozwala mi dawać mu swobodę na co dzień.

Pamiętajcie! Jeśli chodzi o psy to wszystko ma znaczenie a kontekst jest bardzo ważny. Ada z Psiakom

Kategorie
Moje stado

Piko – droga do zatracenia

Piko został podarowany mi na urodziny.  Mały kłębek zabrany za wcześnie od matki i rodzeństwa. Początek naszego wspólnego życia to moja wielka miłość do tego szczeniaka, aż tyle i tylko tyle. Ponieważ poza uczuciem i dobrymi chęciami nie miałam nic co tak naprawdę świadomy opiekun psa powinien mieć. Owszem, w czasach o których piszę świadomości ani wiedzy w dziedzinie psiego behawioru nie było zbyt wiele. A teoria dominacji dopiero zaczynała być podważana. Szkolenie psa kojarzyło się   z owczarkami niemieckimi ustawionymi w szeregu i wpatrzonymi w swoich właścicieli. Biorąc pod uwagę obecną wiedzę i jej dostępność jedyne słuszne podsumowanie tamtego czasu  to smutne westchnienie.

Nie jest tak, że wszystko co robiłam było złeeeeee  i cały czas byliśmy z Pikiem w konflikcie, ale o ile łatwiejsze byłoby nasze życie gdybym:

– znała i rozumiała etapy rozwoju psa, a co za tym idzie wiedziała jak kluczowa jest prawidłowa socjalizacja (kontakty z innymi psami, jak również kontakty z przedstawicielami innych gatunków) i habituacja (wprowadzanie i przyzwyczajanie psa do otaczającego go świata);

– wyłapywała i wzmacniała naturalne zachowania szczeniaka, które chcemy aby prezentował jako dorosły pies;

– nie pozwalała na zachowania, które już na początku powinny być korygowane lub blokowane;

– stawiała wyraźne granice;

– nie zakładała, że „na poważną naukę przyjdzie jeszcze czas” (cokolwiek miałoby to znaczyć, bo planu nie było żadnego)– brak systematyczności i konsekwencji;

– wiedziała jak ważny jest odpoczynek w życiu psiaka i do czego może doprowadzić brak równowagi między zabawą/aktywnością, a odpoczynkiem;

– rozumiała jak działa układ nerwowy psa (i nie chodzi mi tu nawet o wiedzę specjalistyczną, ale takie poznanie tematu, które obecnie jestem w stanie  przekazać nawet dziecku), jak jest bodźcowywany, jak wraca do równowagi , jakie mogą być skutki przebodźcowania i jak rozpoznawać sygnały świadczące o „przegrzaniu” psiego systemu.

Te wszystkie zaniedbania nie zemściły się na mnie od razu, o nie. Bomba wybuchła dopiero gdy Piko wszedł w okres dojrzewania. Burza hormonów nawet u psiaka, który poznał wszystkie komendy i był dotychczas „grzecznym pieskiem” może zebrać imponujące żniwo …., a co dopiero u psa, który praktycznie nie był „wychowywany”.

Moje życie z Pikiem zmieniało się chwilami w walkę,  a bitwy odbywały się na spacerach. Problem potęgowało to, że on był mocnym psem, a i ja nie miałam zamiaru ustępować.

Równie ważne było to w jakiej kondycji psychicznej i fizycznej byłam ja jako opiekun. A nie byłam w najlepszej – niezdiagnozowana niedoczynność tarczycy – mocno odbijała się na moim zachowaniu, a może by doprecyzować na zasobach spokoju i cierpliwości – których praktycznie nie miałam i musiałam toczyć wielkie bitwy ze sobą by trzymać nerwy na wodzy.

To wszystko razem skutkowało między innymi:

– przekonaniem, że Piko powinien rozumieć wszystko co do niego mówię i robić wszystko co od niego chcę (najlepiej NATYCHMIAST) bez poszanowania, a nawet próby zrozumienia jego potrzeb;

– dochodzeniem do wniosku „ŻE ROBI MI NA ZŁOŚĆ” co wywoływało oczywiście moją złość objawiającą się czasami podnoszeniem głosu i szarpnięciami smyczą (oczywiście potem miałam straszne wyrzuty sumienia, ale parszywe samopoczucie po fakcie wcale nie pomagało);

– ograniczeniem socjalizacji Pika ze względu na rozszerzenie jego komunikacji o komunikację agresywną – warczenie, szczekanie;

– korzystaniem z metod opartych na teorii dominacji – nie będziesz wchodzić pierwszy przez drzwi, najpierw jem ja.

W rezultacie tego wszystkiego rosła moja frustracja i frustracja Pika. On nie ufał mi, a ja jemu. Był dla mnie nieprzewidywalny, ale z perspektywy czasu wiem, że on nie polegał na mnie w tym czasie bo i ja dla niego taka byłam – nieprzewidywalna.

Trochę mi to zajęło – kroczenie drogą do zatracenia naszej relacji.  Aż w końcu pewnego dnia to wszystko mnie uderzyło. Spojrzałam w oczy Pika a tam nie było nawet cienia radosnego szczeniaka, był tam tylko smutek i złość.

Gdy Piko  miał około czterech lat zaczęłam naprawiać naszą relację. Zeszłam z tej drogi i wylądowałam w zaroślach. Nie wiedziałam w którą stronę się udać, gdzie szukać „dobrej drogi”.

Biorąc pod uwagę jak ciężko jest zauważyć własne błędy i wyśledzić złe schematy, które się wciąż powtarza mimo, że nie prowadzą do niczego dobrego zaczęłam od obserwacji innych właścicieli i ich psów.

Dość szybko doszłam do wniosku, że stabilni, opanowani właściciele (ba!) a nawet Ci którzy wyglądali jakby mieli swojego psa w nosie, bez większego wysiłku są w stanie odwołać swoje puszczone luzem psy czy przywołać je do porządku gdy dochodziło do jakiś spacerowych niesnasek i generalnie te psy podążały za swoimi właścicielami bez większych próśb ze strony właścicieli.

Z drugiej strony nie dało się nie zauważyć, że osoby nerwowe (ja w tej grupie), mocno kontrolujące swoje psy, takie które wykonują dużo niepotrzebnych ruchów czy po prostu „miotające się” mają  w większości  niestabilne psiaki charakteryzujące się dużą nerwowością.

Chcesz coś zmienić? Zacznij od siebie! Zrozumiałam, że nie jestem dla Pika żadnym wsparciem, a nawet jestem przyczyną jego frustracji. Wiedziałam już co chce osiągnąć – być spokojnym i opanowanym opiekunem psa. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale tak właśnie chęć bycia lepszym przewodnikiem mojego psa zapoczątkowała chęć zmiany siebie i pracy nad aspektami MNIE, które sabotowały moje życie.

Małe kroki. Nie wszystko na raz. Rozpoznawaj swoje emocje. Licz do dziesięciu. Myśl.

Jakie założenia mi pomogły:

  • Piko nie robi mi na złość.
  • Spacer jest dla Pika. Staram się by był dla niego przyjemny.
  • Obserwuję go i staram się wyciągać wnioski – dlaczego zachował się tak a nie inaczej w danej sytuacji.
  • Ma się czuć przy mnie bezpieczny.

Zmienianie siebie łatwe nie jest, ale jest możliwe a przy „dobrej” motywacji.

Piko był moją motywacją i udało mi się naprawić to co zepsułam. Nie pamiętam ile czasu mi to zajęło, ale po prostu pewnego dnia to się stało – mój pies znowu patrzył na mnie z łobuzerską radością – „to co dzisiaj zmajstrujemy?”, wracał do mnie na spacerach – nawet jak go nie wołałam to po prostu podbiegał patrzył mi w oczy i biegł dalej radośnie zarzucając doopką, ufał mi i czuł się przy mnie bezpieczny.

Biorąc pod uwagę, że osiągnęłam to wszystko po prostu obserwując, analizując, dochodząc do wniosków (mniej lub bardziej poprawnych co mogłam dopiero zweryfikować gdy dostęp do wiedzy o psiakach stał się bardziej powszechny) i słuchając mojej intuicji myślę, że wykonałam kawał dobrej roboty.

Oczywiście, że nie obyło się bez potknięć, a niektóre tematy mnie przerosły bo nie posiadałam dzisiejszej wiedzy.

Jednak dzięki wszystkim tym zmianą wierzę, że udało mi się poznać prawdziwego Pika. Okazało się, że mam bardzo mądrego psa. Któremu największą radość sprawiało eksplorowanie na spacerach. Który posiadał wysokie kompetencje społeczne w swobodnych kontaktach z innymi psami. Który, gdy miał taką potrzebę, potrafił sam przyjść do mnie po wsparcie.

Oczywiście! Okazało się, że mam CUDOWNEGO PSA – wystarczyło tylko pozwolić mu nim być.

Mam nadzieje, że znajdziecie w tym wpisie coś dla siebie, coś co Wam pomoże, coś co Was pokrzepi. Co do jednej…. a właściwie to co do dwóch rzeczy możecie mieć pewność jeśli zwrócicie się do mnie: nie będę nikogo oceniać i zrobię wszystko co w mojej mocy by ustrzec Was przed błędami które jak widzicie ja również popełniałam i pewnie dalej wciąż jakieś popełniam …no bo przecież jestem tylko człowiekiem …..ale człowiekiem który cały czas stara się być jak najlepszym opiekunem dla Furka i Luśki (psiaki które obecnie tworzą moje stado) oraz przewodnikiem i wsparciem dla osób, które zwracają się do mnie o pomoc.

Pamiętajcie! Jeśli chodzi o psy to wszystko ma znaczenie a kontekst jest bardzo ważny. Ada z Psiakom