Piko został podarowany mi na urodziny. Mały kłębek zabrany za wcześnie od matki i rodzeństwa. Początek naszego wspólnego życia to moja wielka miłość do tego szczeniaka, aż tyle i tylko tyle. Ponieważ poza uczuciem i dobrymi chęciami nie miałam nic co tak naprawdę świadomy opiekun psa powinien mieć. Owszem, w czasach o których piszę świadomości ani wiedzy w dziedzinie psiego behawioru nie było zbyt wiele. A teoria dominacji dopiero zaczynała być podważana. Szkolenie psa kojarzyło się z owczarkami niemieckimi ustawionymi w szeregu i wpatrzonymi w swoich właścicieli. Biorąc pod uwagę obecną wiedzę i jej dostępność jedyne słuszne podsumowanie tamtego czasu to smutne westchnienie.
Nie jest tak, że wszystko co robiłam było złeeeeee i cały czas byliśmy z Pikiem w konflikcie, ale o ile łatwiejsze byłoby nasze życie gdybym:
– znała i rozumiała etapy rozwoju psa, a co za tym idzie wiedziała jak kluczowa jest prawidłowa socjalizacja (kontakty z innymi psami, jak również kontakty z przedstawicielami innych gatunków) i habituacja (wprowadzanie i przyzwyczajanie psa do otaczającego go świata);
– wyłapywała i wzmacniała naturalne zachowania szczeniaka, które chcemy aby prezentował jako dorosły pies;
– nie pozwalała na zachowania, które już na początku powinny być korygowane lub blokowane;
– stawiała wyraźne granice;
– nie zakładała, że „na poważną naukę przyjdzie jeszcze czas” (cokolwiek miałoby to znaczyć, bo planu nie było żadnego)– brak systematyczności i konsekwencji;
– wiedziała jak ważny jest odpoczynek w życiu psiaka i do czego może doprowadzić brak równowagi między zabawą/aktywnością, a odpoczynkiem;
– rozumiała jak działa układ nerwowy psa (i nie chodzi mi tu nawet o wiedzę specjalistyczną, ale takie poznanie tematu, które obecnie jestem w stanie przekazać nawet dziecku), jak jest bodźcowywany, jak wraca do równowagi , jakie mogą być skutki przebodźcowania i jak rozpoznawać sygnały świadczące o „przegrzaniu” psiego systemu.
Te wszystkie zaniedbania nie zemściły się na mnie od razu, o nie. Bomba wybuchła dopiero gdy Piko wszedł w okres dojrzewania. Burza hormonów nawet u psiaka, który poznał wszystkie komendy i był dotychczas „grzecznym pieskiem” może zebrać imponujące żniwo …., a co dopiero u psa, który praktycznie nie był „wychowywany”.
Moje życie z Pikiem zmieniało się chwilami w walkę, a bitwy odbywały się na spacerach. Problem potęgowało to, że on był mocnym psem, a i ja nie miałam zamiaru ustępować.
Równie ważne było to w jakiej kondycji psychicznej i fizycznej byłam ja jako opiekun. A nie byłam w najlepszej – niezdiagnozowana niedoczynność tarczycy – mocno odbijała się na moim zachowaniu, a może by doprecyzować na zasobach spokoju i cierpliwości – których praktycznie nie miałam i musiałam toczyć wielkie bitwy ze sobą by trzymać nerwy na wodzy.
To wszystko razem skutkowało między innymi:
– przekonaniem, że Piko powinien rozumieć wszystko co do niego mówię i robić wszystko co od niego chcę (najlepiej NATYCHMIAST) bez poszanowania, a nawet próby zrozumienia jego potrzeb;
– dochodzeniem do wniosku „ŻE ROBI MI NA ZŁOŚĆ” co wywoływało oczywiście moją złość objawiającą się czasami podnoszeniem głosu i szarpnięciami smyczą (oczywiście potem miałam straszne wyrzuty sumienia, ale parszywe samopoczucie po fakcie wcale nie pomagało);
– ograniczeniem socjalizacji Pika ze względu na rozszerzenie jego komunikacji o komunikację agresywną – warczenie, szczekanie;
– korzystaniem z metod opartych na teorii dominacji – nie będziesz wchodzić pierwszy przez drzwi, najpierw jem ja.
W rezultacie tego wszystkiego rosła moja frustracja i frustracja Pika. On nie ufał mi, a ja jemu. Był dla mnie nieprzewidywalny, ale z perspektywy czasu wiem, że on nie polegał na mnie w tym czasie bo i ja dla niego taka byłam – nieprzewidywalna.
Trochę mi to zajęło – kroczenie drogą do zatracenia naszej relacji. Aż w końcu pewnego dnia to wszystko mnie uderzyło. Spojrzałam w oczy Pika a tam nie było nawet cienia radosnego szczeniaka, był tam tylko smutek i złość.
Gdy Piko miał około czterech lat zaczęłam naprawiać naszą relację. Zeszłam z tej drogi i wylądowałam w zaroślach. Nie wiedziałam w którą stronę się udać, gdzie szukać „dobrej drogi”.
Biorąc pod uwagę jak ciężko jest zauważyć własne błędy i wyśledzić złe schematy, które się wciąż powtarza mimo, że nie prowadzą do niczego dobrego zaczęłam od obserwacji innych właścicieli i ich psów.
Dość szybko doszłam do wniosku, że stabilni, opanowani właściciele (ba!) a nawet Ci którzy wyglądali jakby mieli swojego psa w nosie, bez większego wysiłku są w stanie odwołać swoje puszczone luzem psy czy przywołać je do porządku gdy dochodziło do jakiś spacerowych niesnasek i generalnie te psy podążały za swoimi właścicielami bez większych próśb ze strony właścicieli.
Z drugiej strony nie dało się nie zauważyć, że osoby nerwowe (ja w tej grupie), mocno kontrolujące swoje psy, takie które wykonują dużo niepotrzebnych ruchów czy po prostu „miotające się” mają w większości niestabilne psiaki charakteryzujące się dużą nerwowością.
Chcesz coś zmienić? Zacznij od siebie! Zrozumiałam, że nie jestem dla Pika żadnym wsparciem, a nawet jestem przyczyną jego frustracji. Wiedziałam już co chce osiągnąć – być spokojnym i opanowanym opiekunem psa. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale tak właśnie chęć bycia lepszym przewodnikiem mojego psa zapoczątkowała chęć zmiany siebie i pracy nad aspektami MNIE, które sabotowały moje życie.
Małe kroki. Nie wszystko na raz. Rozpoznawaj swoje emocje. Licz do dziesięciu. Myśl.
Jakie założenia mi pomogły:
- Piko nie robi mi na złość.
- Spacer jest dla Pika. Staram się by był dla niego przyjemny.
- Obserwuję go i staram się wyciągać wnioski – dlaczego zachował się tak a nie inaczej w danej sytuacji.
- Ma się czuć przy mnie bezpieczny.
Zmienianie siebie łatwe nie jest, ale jest możliwe a przy „dobrej” motywacji.
Piko był moją motywacją i udało mi się naprawić to co zepsułam. Nie pamiętam ile czasu mi to zajęło, ale po prostu pewnego dnia to się stało – mój pies znowu patrzył na mnie z łobuzerską radością – „to co dzisiaj zmajstrujemy?”, wracał do mnie na spacerach – nawet jak go nie wołałam to po prostu podbiegał patrzył mi w oczy i biegł dalej radośnie zarzucając doopką, ufał mi i czuł się przy mnie bezpieczny.
Biorąc pod uwagę, że osiągnęłam to wszystko po prostu obserwując, analizując, dochodząc do wniosków (mniej lub bardziej poprawnych co mogłam dopiero zweryfikować gdy dostęp do wiedzy o psiakach stał się bardziej powszechny) i słuchając mojej intuicji myślę, że wykonałam kawał dobrej roboty.
Oczywiście, że nie obyło się bez potknięć, a niektóre tematy mnie przerosły bo nie posiadałam dzisiejszej wiedzy.
Jednak dzięki wszystkim tym zmianą wierzę, że udało mi się poznać prawdziwego Pika. Okazało się, że mam bardzo mądrego psa. Któremu największą radość sprawiało eksplorowanie na spacerach. Który posiadał wysokie kompetencje społeczne w swobodnych kontaktach z innymi psami. Który, gdy miał taką potrzebę, potrafił sam przyjść do mnie po wsparcie.
Oczywiście! Okazało się, że mam CUDOWNEGO PSA – wystarczyło tylko pozwolić mu nim być.
Mam nadzieje, że znajdziecie w tym wpisie coś dla siebie, coś co Wam pomoże, coś co Was pokrzepi. Co do jednej…. a właściwie to co do dwóch rzeczy możecie mieć pewność jeśli zwrócicie się do mnie: nie będę nikogo oceniać i zrobię wszystko co w mojej mocy by ustrzec Was przed błędami które jak widzicie ja również popełniałam i pewnie dalej wciąż jakieś popełniam …no bo przecież jestem tylko człowiekiem …..ale człowiekiem który cały czas stara się być jak najlepszym opiekunem dla Furka i Luśki (psiaki które obecnie tworzą moje stado) oraz przewodnikiem i wsparciem dla osób, które zwracają się do mnie o pomoc.
Pamiętajcie! Jeśli chodzi o psy to wszystko ma znaczenie a kontekst jest bardzo ważny. Ada z Psiakom
